Jesteś tym, co jesz

krótki URL: /JLNl5

kategorie:Samo życie
tagi:box-diet, dieta-pudełkowa, hello-fresh, obiad
Nie taki jeż, ale nie mogłem się powstrzymać. A raczej: mogłem, ale nie chciałem 🙂

(In English / po angielsku: click here / kliknij tutaj)

Jesteśmy rodziną czteroosobową, z dwójką dzieci (w tym jedno od niedawna pełnoletnie) w szkołach. Sami pracujemy co najmniej siedem i pół godziny dziennie, z obowiązkową przerwą na lunch. Czasem przypomina to takie chomiczki kręcące się w kółku. A czasem nie. Tak czy siak, ze względu na intenstywne tempo życia trochę przez ostatnie lata zaniedbaliśmy obiady. A więc, albo coś na szybkiego, albo Chińczyk / pizza, a taki Prawdziwy Obiad to tylko w weekendy, a i to nie zawsze.

Padlinka z zieleninką w woku ("we woku"?)

Pracowa koleżanka żony poleciła jakiś czas temu obiady z pudełka. W lokalnej wersji nazywa się to Hello Fresh i polega na tym, że raz na tydzień przychodzi (kurierem) spore pudło z żarciem. W pudle jest sześć toreb papierowych: jedna większa i pięć mniejszych. Większą wstawia się do lodówki, a te mniejsze można, ale nie trzeba.

Żarełko na pięć dni

To są nasze obiady na pięć dni roboczych.

Mniejsze torby zawierają różne niepsujące się (lub raczej: wolnopsujące się) dodatki. Większa to mięsa, śmietany i inne elementy, które trzeba trzymać w zimnym.

Wszystko jest ładnie oznakowane kolorowymi, ponumerowanymi naklejkami. Do kompletu pięć sztywnych kartek A4, każda z przepisem na jeden dzień. Wraz ze składem, danymi o kaloriach, przybliżonym czasie wykonania, a także zdjęciami pokazującymi jak potrawa powinna wyglądać w każdej fazie przyrządzania.

Zieleninka bez padlinki

We własnym zakresie dostarczamy: sztućców, naczyń, podstawowych przypraw (cukier, sól, pieprz, olej, masło) oraz rzecz jasna konsumentów, inaczej trzeba by to wszystko wywalić do śmieci, bessęsó.

Żywimy się w ten sposób już od miesiąca. Z braku lepszych pomysłów opowiem dzisiaj trochę o wadach i zaletach takiego rozwiązania z punktu widzenia konsumenta. Konsumenta, dodajmy, który jest kuchennym debilem i bez najmniejszego problemu potrafi spieprzyć tak wykwintne dania jak woda na gorąco z czajnika czy krojone jabłko 🙂

Padlinka

Zalety

  • Różnorodność. Przedtem bywało, że robiło się wielki gar jakiejś potrawy na dwa albo trzy dni, przez co obiady bywały monotonne. A w pudełkach zawsze jest coś innego. Przez ostatnich 30 dni mieliśmy 30 różnych obiadów.

  • Wybór. Lista dostępnych potraw jest imponująca, większość można dodatkowo modyfikować (na przykład: chcę zjeść to i to, ale zamiast indyka wolałbym kurczaka itd).

  • Łatwość przyrządzania: Hello Fresh trochę mi się kojarzy z Ikeą w wersji kulinarnej. Przejrzyste instrukcje, dobrze powyliczane czasy na realizację poszczególnych kroków przepisu - również tych, które robi się równolegle z innymi (na przykład tu się gotuje, tam piecze, a tam smaży - wszystko na raz). Niektóre składniki przychodzą już pokrojone. Inne trzeba kroić samemu, zawsze jednak jest wyraźnie napisane w jaki sposób pokroić, na jakiej wielkości kawałki itd.

  • Smak: od tego chyba powinienem był zacząć. Przez miesiąc trafiły nam się może ze dwa obiady na poziomie "meh", cała reszta to po prostu palce lizać.

  • Elastyczność: wybieramy dzień tygodnia, kiedy ma przyjść dostawa - zamówienie można zmienić do 48 godzin przed dostawą, można też powiększyć lub zmniejszyć rozmiar zamówienia na konkretne dni (mamy w piątek gości? dziecko nocuje z wtorku na środę u znajomych? itd)

  • Świeżość produktów: kupując produkty w sklepie, ryzykujemy że niektóre zostaną w lodówce trochę dłużej niż powinny, w efekcie bywa, że marchewka czy sałata, których - wydawało się - możemy użyć, są do wywalenia. A tutaj przychodzą świeżutkie składniki w ilościach dokładnie dopasowanych do każdego posiłku.

  • Minimalne odpady: w związku z powyższym, odpady są przyzerowe: prawie wszystkie opakowania to recykling, wszystkie składniki są zawsze zużyte w całości.

  • Cena: Czym więcej zamówimy, tym taniej wychodzi za jeden posiłek. Przy zamówieniu na cały tydzień na cztery osoby, koszt pojedynczego obiadu to okolice pięciu euro na łeb. Można iść do sklepu i kupić odrobinę taniej, ale właśnie: trzeba iść do sklepu, trzeba zaplanować konkretne ilości składników itd. Niewarta skórka wyprawki. Hello Fresh (ponoć, nie wiem ile w tym prawdy) kupują produkty bezpośrednio od lokalnych rolników, co pozwala im zaoszczędzić na pośrednikach.

  • Wielkość porcji: prawie za każdym razem z czteroosobowego obiadu zostaje coś na przekąskę na następny dzień.

Przed zjedzeniem (zdjęć po zjedzeniu litościwie nie publikuję)

Wady

Jednorazowe wybryki:

  • Pomyłka w rodzaju potrawy: raz zdarzyło się, że firma dostarczyła całkiem inną potrawę. "Wada" jest taka, że jemy coś innego, niż zamówiliśmy. Nadal jest smacznie no i można niechcący poszerzyć horyzonty kulinarne 🙂

  • Opóźnienie w dostawie. Raz zdarzyło się, że kurier miał więcej roboty i dostawa dotarła po 22:00. Wedle specyfikacji żarcie nie powinno być w tranzycie przez dłużej niż osiem godzin, tu było około dziesięciu. Skutek uboczny: obiady przesunięte o jeden dzień.

  • Za mała porcja. Raz zdarzyło się, że obiad zamówiony na cztery osoby dotarł w wersji dwuosobowej (520g kurczaka zamiast 1040g).

  • Błąd w recepturze. W jednej z receptur wyłapaliśmy błąd: składnik był wymieniony na liście i dostarczony, ale nie był użyty w recepturze.

Wady ogólne:

  • Zamawiać można wyłącznie na parzyste liczby osób. Jeżeli masz rodzinę trzyosobową, nie możesz zamówić dla trójki (jest opcja dla dwóch albo czterech). Dokładanie dań ad-hoc też możliwe jest tylko w parzystych przyrostach. Tak więc gości na obiad akceptujemy tylko parami lub czwórkami 🙂

Wniosek końcowy

Chociaż sporadycznie zdarzają się Hello Fresh drobne potknięcia, to jemy teraz smaczniej, zdrowiej, taniej, spędzamy mniej czasu w kuchni i mamy bardziej zróżnicowaną dietę. Nie każdemu może to odpowiadać, u nas się sprawdza bardzo dobrze. Jeżeli nie nastąpi jakaś wielka katastrofa, wygląda na to, że zostaniemy z nimi na dłużej.

Aha, i jeszcze:

  • Hello Fresh nie zapłaciło mi za tę "reklamę", nie jestem też z nimi w żaden sposób powiązany (poza tym, że jestem ich klientem).

  • W trakcie producji niniejszego wpisu nie ucierpiały żadne jeże.

Komentarze