Włochaty
Niezbyt często zdarza mi się spotykać z nożykiem do golenia, na co moja ulubiona Żona regularnie narzeka. Ostatnio jednak kupiła mi piankę do golenia, pędzel i zażyczyła sobie, że mam się golić co najmniej dwa razy w tygodniu.
Szło mi całkiem nieźle, ale mniej więcej w połowie grudnia jakoś mi się zapomniało o goleniu. Aż do wczorajszego wieczora, kiedy to z posępną miną zabrałem się za postrzyżyny.
Skończyło się na ścięciu samych wąsów, bo przy takich chaszczach ciężko wszystko wyrezać za jednym razem. Teraz wyglądam podobno jak skrzyżowanie Abe Lincolna z Rumcajsem, ze wskazaniem jednak na Lincolna (z braku wąsów).
Dziś wieczorem chyba się rzucę z kosiarką na brodę, a jutro na włosy. Tnę się na zero dwa, trzy razy do roku. Wygodne to i praktyczne. No i można się fotografować w połowie postrzyżyn, ku radości potomnych.
Nie, zdjęć na blogu nie będzie.
Komentarze