Homo Zasapiens
Jak niedawno wspomniałem, zaopatrzyliśmy się ostatnio w spacerownik, którego (póki co!) używamy na co dzień żeby się regularnie spocić, zaśmiardnąć i zasapać.
Ponieważ moja kondycja fizyczna w skali dziesięciostopniowej mieści się gdzieś w okolicach minus siedmiu, na początek - żeby się nie zniechęcić - zacząłem od krótkich czasów i dystansów. Ot, 5-8 minut, nie więcej niż półtora kilometra dziennie.
Wczoraj jednak przeszedłem samego siebie i z tępym uporem tuptałem mimo uporczywego bólu mięśni, przez okrągłe 28 minut. Jak już spłynąłem z tego żelastwa, miałem puls w okolicach 110 ppm (standardowo około 75) a odległościomierz pokazywał ciut ponad 7 kilometrów, co daje średnią prędkość około 14 kilometrów na godzinę. Hm. Nie zawsze można wierzyć wynikom pomiarów 😉 W każdym razie wypociłem chyba z pół litra, lało się ze mnie rzęsiście.
Dziś rano wstałem z lekkim tylko bólem mięśni łydek; wieczorem zamierzam przetuptać kolejnych 7 kilometrów. Tym bardziej, że już bez rumcajsowej brody, więc powinno być ciut lżej (i bardziej areo... aeromi... aerydona... bardziej opływowo).
Komentarze