One Decisive Victory. Recenzja książki.

Trzecią część przygód komandora Jacoba T. Grimma połknąłem w trzy dni. "One Decisive Victory" wciąga i nie pozwala odłożyć książki na bok - gdyby nie wydarzające się wokół Życie wraz ze wszystkimi jego zawiłościami, pewnie skończyłbym lekturę w jedno popołudnie.
Póki co moim zdaniem ta część jest najlepsza z serii. Oficjalne notowania mówią, że wygrywają czwórka i piątka - będę mógł to zweryfikować już niedługo, mam nadzieję.
Grimm dowiaduje się, że pomimo strasznych wydarzeń z części drugiej, politycy Kongresu decydują się nie wypowiadać wojny Kalifatowi ani Gildiom, licząc na bardziej pokojowy rozwój wypadków. Grimm dowiaduje się bocznymi kanałami, że Kalifat gromadzi w tajemnicy znaczne siły w celu przejęcia władzy nad resztą Galaktyki. Porywa więc własny okręt bojowy wraz z załogą i udaje się na kolonię Kalifatu, planetę znaną głównie z handlu niewolnikami. Po cholerę? Żeby dać im pstryczka w nos a przy okazji spróbować ocalić trochę niewolników.
Oczywiście taka niesubordynacja skończy się dla niego później sądem wojskowym i dożywociem, ale Grimm ma na to wyrąbane, bo Bób, Humor, Dziczyzna, wiadomo.
W tym samym czasie Elza, księżniczka jednej z Gildii, zostaje porwana przez Kalifat i zamknięta w więzieniu dla niewolników, gdzie jest przygotowywana do roli przyszłej żony kalifa.
Tak mniej więcej się powieść zaczyna. A potem jest już tylko ciekawiej.
Rzeźnia jest niewąska, wojskowego patosu nie brakuje, latających na prawo i lewo kończyn i flaków też nie. Technologicznie nie ma za bardzo niczego nowego (z jednym czy dwoma wyjątkami, o których nic więcej nie powiem żeby nie popsuć niespodzianki), żadnych Obcych też nie ma (ciekawe, czy się w ogóle pojawią gdzieś w całej serii...), ale opowieść jest prowadzona na tyle zajmująco, że podciągam swoją prywatną ocenę do 9/10 i zabieram się zaraz za ciąg dalszy.
Komentarze