Proxmox. Początki.

krótki URL: /YN5HO

kategorie:Branżowe
tagi:home-lab, proxmox, virtual-machine, wirtualizacja

Tytuł wpisu brzmi dla niezorientowanego ucha trochę jak tytuł pierwszego tomu nowej sagi o kosmitach, ale to nieporozumienie. Proxmox to oprogramowanie, które odkryłem całkiem niedawno w ramach kombinowania co by tu zrobić z walającym się wokół elektronicznym złomem. A konkretnie, z moim starym, wysłużonym Fujitsu Celsius, który stoi nieużywany i zbiera kurz.

Próbowałem na nim przedtem instalować różne dystrybucje Linuksów i bawić się nimi, ale tak naprawdę ileż można?

To znaczy, właśnie, już nie zbiera. Bo Proxmox.

I wszystko jasne.

W odróżnieniu od niektórych moich bardziejszych kolegów, którzy na ESX-ach i innych Citrixach zęby pozjadali, nigdy tak naprawdę nie miałem okazji pobawić się w Prawdziwą Wirtualizację Dla Dużych Chłopaków. Najbardziej zaawansowane klamoty do VM, których przedtem używałem, to jakieś VMWare Playery czy inne VirtualBox-y. Aha, no i WSL2, który jest czymś w rodzaju nakładki na OS, żeby windowsiarze mogli powiedzieć, że używają Linuksów, bez konieczności instalowania tychże.

No a Proxmox to jest wirtualizacja pełną gębą, czyli Hiperwizor Pierwszego Rodzaju. Nie jakaś tam aplikacja tylko pełnoprawny system operacyjny, którego jedynym zadaniem jest serwowanie maszyn wirtualnych.

(Aczkolwiek: patrz pierwszy komentarz)

W ramach freblówki postawiłem owego Proxmoxa na owym staruszku Fujitsu i póki co jestem zachwycony. Chomikiem Królikiem doświadczalnym uczyniłem Minifluxa, którego przenosiłem już wcześniej między maszynami i mniej więcej kojarzyłem krok po kroku co i jak.

Sam Proxmox to nic innego jak bardzo odchudzony i zmodyfikowany Debian w wersji Stable. Po zainstalowaniu nie ma nawet trybu graficznego, za to oferuje bogate UI przez przeglądarkę. Można tam zarządzać maszynami wirtualnymi, pulami dysków, pamięcią, a jak ktoś ma więcej Proxmoxów (ja nie mam) to nawet ustawieniami HA (High Availability). Ogólnie - wypas po pachy.

Wszystko Po Prostu Działa. Różnych opcji co prawda jest od groma i ciut ciut, ale dokumentacja jest zrobiona na cacy, wszystko da się ładnie wyszukać. No i widać, że robili to praktycy. Na przykład żeby zainstalować na maszynie wirtualnej nowego OS-a, trzeba dostarczyć obraz ISO z instalatorem. Proxmox akceptuje tutaj link do obrazu ISO ze strony dostawcy - sam go sobie pobierze w tle i podmontuje gdzie trzeba. Bardzo to wygodne jest.

No i najważniejsze - jak nam na wiosce wyłączą czasem prąd, to jak prąd wróci, Proxmox po restarcie bez zbędnych pytań po prostu popodnosi te wszystkie maszyny wirtualne jak gdyby nigdy nic i już. A na VirtualBox-ie czy innych WSL-ach trzeba robić dodatkowe fikołki żeby ten proces porządnie zautomatyzować.

Jako totalny lajkonik - bardzo polecam.

Komentarze