Fevaldi
Nigdy nie byłem wielkim fanem muzyki Vivaldiego, jak również żadnych odmian metalu (może z wyjątkiem blachy falistej). Natomiast połączenie jednego z drugim przynosi zaskakująco atrakcyjne rezultaty. Coś jakby cukier, twaróg i truskawki - osobno żadna rewelacja, ale w kupie - przepyszne (jakby powiedziała jedna moja znajoma mucha).
No i właśnie wczoraj odkryłem ten oto filmik, na którym dwaj panowie, na co dzień parający się muzyką o wiele cięższego kalibru, grają spory fragment czterech zmór w mroku.
Proszę zwrócić uwagę na staranność odtworzenia linii melodycznej, a także na współpracę obydwu gitar w trudniejszych miejscach.
Niebo w uszach.
Komentarze