„Hospital Station”. Nie-recenzja książki (z papieru)
James White napisał był "Hospital Station" w 1962 roku.
A właściwie w 1961, skoro pierwsze wydanie było opublikowane 1 stycznia 1962.
(a propos, 1961 napisane do góry nogami daje 1961)
Ku memu zdziwieniu nie ma obecnie możliwości nabycia tego tytułu w wersji elektronicznej - tylko papier. Zachęcony mnogimi pozytywnymi recenzjami nabyłem egzemplarz (second-hand, bo nowych też już nigdzie nie ma), odczekałem swoje (to straszne jak człowiek się przyzwyczaił do tego, że kupując książkę on-line ma ją na czytniku w ciągu góra paru minut) i jak już listonosz wrzucił grubą kopertę do skrzynki, zabrałem się za lekturę.

O tym, że taka książka w ogóle jest dowiedziałem się z wpisu na zaprzyjaźnionym blogu Karola - Bibliotekarza, ale niestety nie podzielam zachwytów Autora blogu. Przeczytawszy pierwszą i kawałek drugiej historii - odpuściłem sobie. Znużyło mnie.
Przypuszczam, że książka ta mogłaby się u mnie "przyjąć" gdybym ją po raz pierwszy czytał w latach 60. Ale dziś mnie najnormalniej w świecie znużyła. Sam pomysł jest fajny - mamy ogromny szpital zawieszony gdzieś w przestworzach Drogi Mlecznej, przyjmujący pacjentów z każdego zakątka Galaktyki. Jednak wykonanie jest - moim zdaniem - lekko mdławe. Książka nie wytrzymuje próby czasu, jakieś to wszystko takie, bo ja wiem, naiwne.
Tak, wiem. Zwolennicy "klasycznego" SF zaraz mnie zakrzyczą, że trzeba się napawać "klimatem" i że w latach 60. były inne czasy, i Wogle. Może i tak. Ale nic na siłę - szkoda życia na lekturę czegoś, co ani mi się nie podoba, ani się nie przyda.
Moja prywatna ocena książki okolice 3/10. Rzecz jasna proszę wziąć pod uwagę, że (A) opiera się ona na lekturze zaledwie około 30% treści, oraz (B) DGCC[1].
[1] De Gustibus Cośtam Cośtam
Komentarze