Umarł Sinozęby, niech żyje Sinozęby

krótki URL: /m7k

kategorie:Branżowe
tagi:bluetooth, ideapad, laptop, lenovo, windows

W jednym z pierdylionów laptopów, które walają się u nas w domu bez większego celu i sensu padł ostatnio Bluetooth.

Maszynka na oko pięcioletnia, z Winzgrozą w wersji jedenastej. Wszystko w miarę standardowe. Procesor jakiś względnie strawny i5, 8 gigabajtów ramięci, dysk SSD, grafika Intela. Bez cudów, ale też nie żeby się było zaraz czego wstydzić. Tylko Bluetooth nie działa, a więc zamiast używać myszy trzeba teraz, jak jakiś jaskiniowiec, głaskadełkiem go myziać.

Ale padł tak całkiem podejrzanie. Otóż urządzenie Bluetoooth kompletnie zniknęło z Menadżera Urządzeń i żaden software nijak go nie widział ani nie potrafił skonwertować z "nie ma" na "jest". Nie, bo nie. I już.

Rzecz jasna próbowałem wielu sposobów.

Najpierw restart, bo wiadomo.

Skoro restart nie pomógł, kolejnym krokiem jest kliknięcie ikonki Bluetooth w tacce systemowej (to ten kawałek koło daty / zegarka) i włączenie Bluetootha, który się był pewnie jakoś niechcący wyłączył. Ale niestety, ikonki Bluetooth nie ma.

No dobra, trzeba zatem sięgnąć po cięższe narzędzia. Na stronie producenta znalazłem programik, który analizuje hardware i aktualizuje sterowniki. Odpalam, zeszło mu z 15 minut (z czego większość na testowaniu pamięci i dysków), wreszcie stwierdził radośnie, że wszystko bangla jak należy, a jak mi się to nie podoba, to se mogę ściągnąć jeszcze inny programik (też ze strony producenta), który przerzeźbi hardware bardziej szczegółowo i może on coś znajdzie.

Trzy kliknięcia i dwie minuty później odpalam ten niby bardziejszy soft, ale on też nic. Co ciekawsze, on również nie widział Bluetootha w laptopie. Jakby ktoś, za przeproszeniem, przyszedł ze śrubokrętem i lutownicą i wylutował i wyśrubokrętował ten moduł na amen, razem z pacierzem.

Noż kurza wasza melodia, myślę sobie, ażeby was wszystkich pokręciło. Gupka ze mnie nie róbcie, przecież wiem, że ten Bluetooth tam jest. Chyba.

Zasięgnąłem więc porady Gugielnicy, a tam najpierw żeby ikonkę, potem żeby w Managierze Zadań pogrzebać, wreszcie spróbować tego software-u od producenta co go już próbowałem w obydwu wersjach.

Całkiem już zrezygnowany zaglądam ci ja w miejsce, w które się normalnie nie zagląda, czyli (dzieci, proszę zamknąć oczy i uszy) na drugą stronę wyników wyszukiwania Google. A tam, gdzieś w środku, całkiem niewinny link do wątku na Reddit, gdzie ktoś miał dokładnie ten sam problem, z dokładnie tym samym modelem laptopa, i rozwiązał go w sposób następujący:

  1. Wciskamy przycisk Power
  2. Nie puszczamy
  3. Dalej nie puszczamy, trzymamy wciśnięty.
  4. Komputer się wyłącza, ale dalej trzymamy Power aż upłynie więcej niż 10 sekund od punktu pierwszego.
  5. Na wszelki wypadek jeszcze chwilę trzymamy przycisk Power, wreszcie...
  6. ... puszczamy Power, czekamy chwilę i włączamy komputer.

Efekt?

Bluetooth pojawia się na swoim miejscu tak, jakby siedział tam od zarania dziejów.

Wyjaśnienie?

Tak do końca to nie wiem. Pewnie jest jakiś bug w oprogramowaniu kontrolera, który sprawia, że kontroler przestaje być widoczny dla systemu operacyjnego na dobre, a jedynym rozwiązaniem jest twardy restart. Tyle tylko, że te ostatnie Windowsy to zamiast się porządnie restartować, przechodzą po naciśnięciu Power w tryb jakiegoś dziwnego uśpienia łamane przez hibernacji (niepewność hibernacji to będzie po polsku chyba "chybernacja" prawda? opinie mile widziane), dzięki czemu niby szybciej się potem włączają, ale w praktyce oznacza to bardzo długie okresy między faktycznymi, porządnymi restartami. A restart software-owy, który wykonałem zaraz na samym początku, jest "miękki" i nie resetuje tak naprawdę wszystkich urządzeń.

Tak czy siak, obrazek z górnej części dzisiejszego wpisu nadal aktualny.

A żeby was, wciórności, plecy swędziały tam gdzie się nie można podrapać.

O.

Komentarze