Pięćdziesiątka pękła
Z moich zgrubnych wyliczeń wynika, że w zeszłym tygodniu przekroczyłem magiczną barierę pięćdziesięciu litrów.
I nie chodzi bynajmniej o wypitą w życiu wódkę ani piwo.
W zeszłym tygodniu odwiedziłem po raz kolejny stację krwiodawstwa w Stillorgan, a potem pomnożyłem i pododawałem kilka liczb i wyszło mi, że właśnie oddałem pięćdziesiąty litr krwi i zacząłem pięćdziesiąty pierwszy.
Dorosły facet ma w ciele średnio osiem litrów krwi. W moim przypadku należy mówić o około ośmiu i jednej czwartej litra, ponieważ ilość zależy od masy ciała, a ja do najszczuplejszych nie należę.
Pięćdziesiąt litrów to mniej więcej sześciokrotność tego, co mi płynie w żyłach.
Ponieważ na drugie pięćdziesiąt już nie mam szans, cieszę się, że udało mi się chociaż tyle. Taki... kamień milowy jakby.
O le!
Komentarze