Mróz: Immunitet (jeszcze nie recenzja)
Pisanie jeszcze-nie-recenzji zaczyna pomału wchodzić mi w krew. Nie będę ściemniał: jest to tani sposób na zwiększenie objętości blogu, bo zamiast jednego wpisu o książce mogę popełnić dwa lub nawet - w rzadkich przypadkach - trzy (na przykład wpisy o ostatniej części serii "Długa Ziemia" Pratchetta / Baxtera: 1, 2, 3)
Niemniej jednak nie jest to główny cel tych wpisów.
I tej wersji będę się trzymał.
Co do samej książki - przeczytałem dopiero pierwsze dwa rozdziały, więc nie ma co się za bardzo ekscytować - ale już teraz mogę stuprocentowo stwierdzić, że w porównaniu z poprzednią częścią jest mniej ponuractwa a więcej konkretów.
Tym razem zamiast sędziów roztrząsających na sądowych salach o winie (lub jej braku) różnych domniemanych zbirów, w "Immunitecie" mamy oskarżenie postawione... sędziemu. Sędzia ów ma rzecz jasna tytułowy immunitet i teoretycznie oskarżyć się go nie da - no chyba że paru Ważniaków zadecyduje inaczej, co się jednak zdarza bardzo, bardzo rzadko (w zasadzie w ogóle się nie zdarza).
Tyle wiem po lekturze pierwszych dwóch rozdziałów.
Ale nie tylko tyle: Chyłka w końcu jest trzeźwa! Po raz pierwszy od nie-pamiętam-kiedy mamy do czynienia z Joanną Chyłką, która nie chleje na umór. Nie wiem przez ile rozdziałów uda się Autorowi utrzymać takie status-quo, ale trzymam za nią kciuka.
I wracam do lektury!
Komentarze